<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Za boczek nie zwrcili"> 
<author_1=Wiech>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="8">
<date=1953-08-09>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Pierwszego wyjedamy z Gieniuchn na wczasy. Nad morze jadziem. Skierowanie ju mam, karte urlopowe takesamo. Ja si przystrzygem, Gienia zrobia sobie wieczne ondulacje i jestemy prawie gotowe.
Tylko jeszcze zostaje sie nam do zaatwienia ubezpieczenie mieszkania od poaru i kradziey z wamaniem.
Gienia pierwsza na to bije, eby koniecznie, a w zeszem roku nie chciaa.
 Na co, mwi, bdziem sie ubezpiecza, mieszkanie puste, nikt ognia nie zaprszy, a zodziei teraz nie ma.
 Faktycznie, kochanie ty moje, mwie, zodziei nie ma, ale ludzie kradn, lepiej si zabezpieczy.
I na sie prawie zrobiem te ubezpieczenie. Fatyga adna, z Pastwowego Zakadu Ubezpiecze przyszed jaki facet, troszkie popisa, wzi 40 zotakw i bylimy ubezpieczone na cay rok na 20 patykw, czyli e wychodzi po 2 zote od tysica.
Gieniuchna troszkie pomargaa, e puszczam fors na byle co, ale pogodzia si z losem.
Jak wrcilimy z wczasw, otwieramy mieszkanie, a tu wszystko na miejscu, nic nie spalone, ani jednej szczegy nie brakuje, czyli e kradziey z wamaniem nie byo. Ona dopieru dawaj mnie litanie czyta, e 40 zotych w boto wrzuciem i czy ja wiem, e na stare pienidze to jest przeszo 1300 i e ona sobie na manikur auje i temu podobnie.
eby zagauszy jako ca chwestie zabraem j do kina. Spakaa si na tej Modoci Chopina i zapomniaa jako o tem niepotrzebnem wydatku.
Wracamy do domu, patrzem, stra na ulicy, drabiny, sikawki  okazuje si, e to u Skubliskich, naszych ssiadw si pali. Skubliska elekstryczne elazko zostawia na stole i posza na rajce. Szkoda nam jej troszkie byo, ale zadowolnione, e to nie u nas ten poar, otwieramy drzwi z zasuwy, wchodziem do mieszkania i w przedpokoju zastajem straaka w mosinej czapie.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>

